24 kwietnia /piątek/
Wciąż w domciu, ale jest super!!! Zaczęłam wcinać jak najęta, więc już nie jestem wcale chudziaczkiem, wciąż też coś opowiadam tylko nikt nic nie rozumie ;-(
We wtorek miałam mieć pobranie szpiku, żeby sprawdzić jak tam się mają te okropne blasty, czyli jaki jest wynik pierwszego protokołu leczenia i zacząć tygodniową terapię chemią w tabletkach. Ale niestety wyniki mam za słabe. To znaczy płytki super (ponad 600 tyś. ;-)), hemoglobina też ok, leukocyty również w porządku - 2800 ale z tego tych najważniejszych granulocytów tylko 100, a muszę mieć przynajmniej 500, żeby zacząć leczenie. W środę miałam ich już 400 ale to wciąż za mało. Idziemy więc jeszcze raz w poniedziałek na czczo do szpitala i jak granulocyty się podniosą to od razu pobiorą mi szpik i dostanę tabletki na tydzień do domku. A po tygodniu musimy iść na 4 dni do szpitala na metotreksat. No ale na razie wariatkuję z rodzicami w domku i jestem taka szczęśliwa! Mama mi ponaklejała na łóżeczku naklejki z całą rodzinką Świnki Peppy, zawsze rano gdy się obudzę a rodzice jeszcze śpią to sobie gadam z Peppą, Suzy, Zoe i całą resztą ;-)
A tak w ogóle to Wam jeszcze nie mówiłam, że od niedawna mam braciszka... to znaczy kuzyna Olka. Jest na razie bardzo malutki i jeszcze się nie widzieliśmy ale kiedyś wszystkiego go nauczę!
11 kwietnia /Wielka Sobota/
Ale to był tydzień!!! W poniedziałek tak jak pisałam wróciliśmy do domku... ale chyba nie było jednak ze mną zbyt dobrze. Nie mogłam nic jeść ani pić, a cokolwiek nie wpadło mi do brzuszka - wypadało z powrotem ;-( We wtorek moje kłopoty z brzuszkiem się nie kończyły więc mamusia zadzwoniła do szpitala i pani doktor kazała nam przyjechać bo bała się że się odwodnię. Ale już w szpitalu objawy jak ręką odjął i poczułam się dużo lepiej... zjadłam troszkę krupniczku i kanapeczki i wcale już nie wymiotowałam. Dostałam też kroplówkę i zaczęłam trochę pić. Zostalam więc nazwana "symulantką" - zupełnie nie wiem co to znaczy... Okazało się też, że mam całkiem dobre wyniki. Pani doktor nie chciała nas więc trzymać w szpitalu i w środę wyszłyśmy do domku. Wciąż jednak zbyt wiele nie jadłam i nie piłam. W piątek poszliśmy z tatusiem na kontrolę wyników i niestety okazało się, że nie są zbyt dobre - 50 tys. płytek, 8 z kawałkiem hemoglobiny i tylko 700 leukocytów. Znowu zostaliśmy zatrzymani w szpitalu na obserwację. Dostałam też krew. Dziś znów wyniki - hemoglobina oczywiście w górę, jak to po krwi, leukocyty drgnęły do 900 a płytki trochę spadły do 40 tys. No ale puszcono nas na Święta. Kontrola znów we wtorek. Mamusia mówi, że ja po prostu kocham ten szpital i tęsknię jak już jestem za długo w domku ;-) No cóż, mieliśmy odbudowywać wyniki, bo mamy 2 tygodnie przerwy bez chemii - a tu te wyniki w dół, no ale jak ma być jak prawie nic nie jem... ale wcale nie mam apetytu. Za to ciągle jestem wesoła i łobuzuję. Teraz rodzice tyrzymają kciuki żebym w Święta znów czegoś nie wywinęła, by wrócić do szpitala ;-)))
6 kwietnia /poniedziałek/
No i znów w domku ;-))) Zakończyłam pierwszy protokół leczenia. W środę nastąpi to formalnie i zostanę (jeśli wyniki będą ok i znów nie zaskoczę wszystkich jakąś gorączką) wypisana ze szpitala na dwutygodniową przerwę na dbudowanie przed następnym protokołem. Na razie jestem na przepustce i mam się jeszcze pokazać Pani doktor, bo mój rotawirus jeszcze trochę sieje spustoszenie w moim brzuszku. Niedużo jem i ważyłam dziś już 10,20 (porównując do niedawnych 11!). No ale mam nadzieję, że podczas Świąt w domku trochę się poprawię. Przy okazji mama też była trochę niewyraźna... No ale jak mnie ciągle całuje i ściska to sama jest sobie winna. Tata trochę niedomagał ale już jest dobrze.
A wyniki wczoraj miałam całkiem porządne - płytek ponad 200 tys., hemoglobina w granicach 10 i leukocyty 2 tys. - to niedużo, ale tych ważnych granulocytów było ponad połowę tego.Póki co cieszymy się znów naszym wspólnym byciem razem w domku ;-)
4 kwietnia /sobota/
Ale się wydarzyło... gorączka już nie wróciła no ale dostałam antybiotyk osłonowo, więc musieliśmy na dłużej zostać w szpitalu. Potem się okazało, że browiak (moje dojście centralne) mam trochę zanieczyszczony więc dostałam na to drugi antybiotyk i po paru dniach się okazało, że już jest w porządku. W poniedziałek wyniki miałam całkiem przyzwoite, więc zdecydowano się dać mi chemię - ostatnią serię cytosarów. A za to w środę odkryto we mnie rotawirusa (przyczynę tzw. grypy żołądkowej)! No tego było mi jeszcze trzeba... nie schodzę z nocnika... No ale już mi przechodzi... za to rodzice coś niewyraźnie się dziś czują. Jutro dostanę endoksan i jak wyniki będą ok to wychodzę w poniedziałek na 2 tygodnie, bo to taka przerwa na odbudowanie przed kolejnym leczeniem - metotreksatem. Zatem wszystko całkiem u mnie dobrze... aby się już tylko ten rotawirus skończył...