30 grudnia /środa/

Święta upłynęły pod znakiem uśmiechu, podróżowania, odwiedzin, wariactwa, zabawek i BRAKU GORĄCZKI. To zupełnie inne Święta niż te rok temu. Hasałam, chichrałam się i szalałam z kolejnymi odwiedzanymi bliskimi. Byliśmy i w Łodzi i we Wrocławiu, odwiedzaliśmy przyjaciół i znajomych. Chodziliśmy na spacery po parkach i po wrocławskich pięknych ścieżkach... bo pogoda była przecudna... taka niezimowa ale pyszna do spacerów. A jak odwiedziliśmy ciocię Anię i wujka Homera to był tam Kacperek, który od razu wpadł mi w oko, to znaczy ja już go kiedyś spotkałam ale byłam wtedy taka mała... no ale tym razem bawiliśmy się razem i chodziliśmy za rączkę... a nawet daliśmy sobie buziaka ;-) Kacperek jest taki grzeczny i miły! Zresztą możecie nas zobaczyć na zdjęciach... i spójrzcie też na tą dużą i piękną choinkę wrocławską!

Jutro ostatni dzie
ń roku... oby się już skończył, bo za fajny to on nie był... jutro też będą wyniki krwi, na razie mam dość wysokie, więc biorę 150% chemii. Po tych wariactwach i podróżach mam też trochę gile w nosie, ale jesteśmy już w domku w Warszawie, więc będę się dzielnie kurować.

22 grudnia /wtorek/

Zobaczcie zdjęcia... ale była imprezka! Na urodzinach Tymka i Oliwii było super, był fajowski tort z ich zdjęciem, ta
ńczyliśmy, bawiliśmy się różnymi zabawkami a Tymek się do mnie zalecał... hi hi hi. Ale przecież on jest taki malutki ;-)
W weekend ubieraliśmy też choinkę, jest na niej dużo bałwankow, aniołków i pierniczkowych ludzików ;-) i ślicznie pachnie! Jutro wyruszamy w Świąteczną podróż, najpierw do dziadków w Łodzi a potem do Wrocławia.

15 grudnia /wtorek/


Ale ostatnio jest wesoło... a to gdzieś jeżdżę a to mnie ktoś odwiedza... W ostatnim tygodniu była u mnie babcia i mój braciszek Olek z ciocią Dagą i wujkiem Jackiem. Znów byłam fajowską siostrą. Przynosiłam Olkowi piciu, uczyłam lepić ciastolinę, a wczoraj to nawet razem się kąpaliśmy w dużej wannie i myłam bracholka pianą ;-) Możecie to zobaczyć na zdjęciach. W niedzielę byliśmy na świetnym spacerze... pojechaliśmy na Stare Miasto obejrzeć dużą Świąteczną choinkę, co stoi koło Zygmunta ;-) i przecudne światełka na Krakowskim Przedmieściu... bardzo bardzo mi się podobało, bo było już ciemno i ślicznie te światełka wyglądały. Nie mogliśmy jednak być za długo, bo było bardzo bardzo zimno i mój co prawda malutki nosek, ale jednak zmarzł i był czerwony jak Rudolfa ;-)))
Wyniki w normie, gili nie ma i czuję się bardzo dobrze... i jestem też bardzo śmieszna. Moje ulubione słowo ostatnio to "jutro". Mamusia mnie nauczyła jak mówiła, że nie wolno jeść za dużo cukierków. Że na dziś już wystarczy i kolejnego będę mogła zjeść "jutro". No więc jak to ja, na prośbę mamusi, żeby poskładać klocki, skoro już się nimi nie bawię, powiedziałam z rozbrajającym uśmiechem "jutro?". ;-)
Nie chcę też za bardzo spać popołudniami, więc trochę marudzę. Jeśli jednak udaje się mnie uspić w ciągu dnia, to nie mogę z kolei usnąć wcześniej niż 22-23... więc już czasem rodzice mnie nie skłaniają do tego spania popołudniami. A rano nauczyłam się wstawać nawet o 9 ;-) Wreszcie wszyscy zadowoleni ;-) Niestety te obyczaje poskutkowały tym że dwa kolejne podejścia do badania słuchu, kiedy to trzeba spać właśnie, spełzły na niczym. Nawet jak udało mnie się uśpić to zaraz się budziłam ;-( Nie wiemy co dalej, czekamy na telefon od pani doktor. A przed Świętami czeka nas jeszcze logopeda i wizyta w szpitalu na ostatnim nakłuciu i wlewce metotrexatu.
A jutro tatuś ma kupić już choinkę i będziemy ubierać w te fajne światełka i ozdoby. Już się nie mogę doczekać!