20 lutego /sobota/

Jak widzicie na zdjęciach miałam ostatnio odwiedziny cioci, wujka i Olusia oraz babci. Ale było śmiesznie... woziłam go w różowym wózeczku dla lalek... hi hi hi i nawet mu się podobało. Byliśmy też na wyprawie w muzeum motoryzacji... ze wszystkich eksponatów najbardziej mi się podobał... bury kotek, co się tam błąkał, a zobaczyłam go siedząc w wyścigówce ;-)
Po ostatniej wizycie w szpitalu dostałam ogromnego kataru i brałam antybiotyk więc mieliśmy znów przerwę w leczeniu. Ale teraz znów się leczymy i czuję się dobrze, wyniki też mam w miarę normalne.
Mieliśmy ostatnio bilans dwulatka... bo ja już przecież jestem duża... a mianowicie duża na 87 cm. Byłam tez po raz pierwszy w życiu u okulisty... wcale niefajnie było, pani mi coś wkropliła do oczków i nie podobało mi się to nic a nic, ale za to wzrok mam doskonały.
Ponownie odkryłam w sobie fankę Świnki Pepy... oglądam obowiązkowo dwa razy dziennie, wiecie że mam wszystkie odcinki. Potrafię sobie nawet sama włączyć płytę! Poza Świnką najbardziej lubię Panią Gazelę i Dinozaura Małego Brata George'a. Mama mówi, że mam bardzo angielski akcent jak mówię George ;-) Może kiedyś Indya mnie nauczy trochę angielskiego...

1 lutego /poniedziałek/

Uff... jesteśmy w domku! Gorączka zniknęła a z posiewów nic nie wyszło. Wyniki krwi się unormowaly i CRP spadło, nic zatem nie pozostało jak kupić antybiotyk w syropku i pędzić do domku ;-) Nie wiadomo tylko jak zwykle co mi było. Chemia niestety odstawiona na czas antybiotyku ale przynajmniej już dużo lepiej się czuję.