31 stycznia 2010 /niedziela/
No i skończyło sie rumakowanie... po prawie 5 miesiącach błogiej sielanki wróciliśmy do SZPITALA. Ale od początku... w piątek wieczorem zupełnie nagle dostałam gorączki – miałam 38,5 stopnia i mimo leków przez noc nie bardzo chciała spaść. Rano było jeszcze gorzej – doszło do 40. Tym razem jednak po nurofeniku przeszło mi w 10 minut i czułam się już zupełnie ok. Myśleliśmy że to może od leukopenii czyli małej ilości białych krwinek, bo ostatnie wyniki miałam marne. No ale zadzwoniliśmy do szpitala i pan doktor poradził jednak przyjechać. Nowe wyniki krwi pokazały z kolei bardzo dużo leukocytów i granulocytów i podniesione CRP, czyli że najprawdopodobniej jakaś infekcja bakteryjna... no i pani doktor nas absolutnie nie chciała puścić do domu z taką gorączką. Sobota była ciężka, w kółko 39 i więcej a paracetamol starczał tylko na 4 godziny. Pobrano posiewy na wszystko co możliwe i czekamy. Dziś natomiast było juz dużo lepiej, całą noc nie wróciła gorączka, rano było tylko 38 ale od razu po lekach ustąpiło i już cały dzień nie wróciło. Ja znów byłam wesoła i żywotna poza moją 4 GODZINNĄ DRZEMKĄ POOBIEDNIĄ!!! Mama mówi, że dziecka nie poznaje, do tego jeszcze z całej porcji obiadu zjadłam tylko ale całe mięsko... no to już oczy mamy prawie z orbit wyszły bo z mięska to ja tylko czasem w bardzo sprzyjających okolicznościach jadłam ledwo jedną parówkę... chyba się zmieniam w dużą dziewczynkę... hi hi. No więc dziś noc próby bo odstawiamy już paracetamol i obserwujemy, no i może jutro jakieś wyniki posiewów. Oczywiście dostaliśmy antybiotyk, ale taki co można zamienić na syropik do domku więc może, może nawet jutro wyjdziemy.
Dam znać co tam dalej słychać, buziaki ;-)
29 stycznia 2010 /piątek/
O rety rety (jak mawia mój Kubuś Puchatek) ale się działo. Najważniejsze – MAM JUŻ SWOJE NOWE ŻYRAFKOWE APARACIKI!!! Dzięki Wam wszystkim! Buziak za to, bo są fajowskie jak nie wiem co, świetnie leżą, mają super kolor no ale najważniejsze że w nich słyszę bez żadnych problemów, więc mogę gadać i gadać, słuchać jak rodzice mi czytają książeczki i oglądać moje kochane bajki – teraz na topie jest Pszczółka Maja – ale tylko wtedy gdy moja Maja jest na ekranie. Jak znika to strasznie mnie to denerwuje i krzyczę ;-) I z tego wszystkiego to już umiem nawet liczyć: "jeden, dwa, trzy, cztery, osiem!” ;-) tak to chyba leci co nie?
Ostatnio byliśmy u mojej koleżanki Alicji, która ma półtora roku. Już kiedyś ją widziałam ale była wtedy bardzo malutka. Teraz już biegała i mogłyśmy się razem bawić, to znaczy głównie mogłam jako starsza koleżanka dawać jej dużo, dużo życiowych rad. Chodziłam więc za nią i przypominałam: "ostrożnie, nie wolno, kredki tutaj!” I ciocia Dorota powiedziała... „oho kierowniczka rośnie, po mamusi”... nie wiem zupełnie o co chodzi... ;-)
Byliśmy w naszym szpitalu na kontroli, było fajowsko, dostałam jak zwykle stos naklejek, robiliśmy usg brzuszka i nie dość że byłam bardzo grzeczna to jeszcze moja wątroba i trzustka są już zupełnie normalne... pamiętacie jakie były duże na początku i miałam wielgaśny brzuszek. Robiliśmy też jakieś specjalne badania na krzepliwość mojej krwi... pamiętacie jak mi browiak wyjęto, bo miałam skrzeplinki... wyniki dopiero może za miesiąc. Będę dawać znać.
11 stycznia / niedziela/
Żółwik na Nowy Rok! A dziś akurat 18 finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy... pieniążki zbierane są dla takich dzieci jak ja, więc tym bardziej mocno kibicujemy. Tatuś dołączył do Garbusiarzy a my z mamusią oglądamy w telewizji, bo jestem świeżo po przeziębieniu przecież, więc na razie na te ogromne śniegi nie wychodzimy. Kurcze na balkonie jest śniegu po pas... i to bardziej po mamy pas niż mój... hi hi hi.
A w ostatnią środę to byliśmy zbadać mój słuch wreszcie... musieliśmy zostać na noc, bo jak Wam już mówiłam, jak badanie było po południu to mój sen był za płytki i się budziłam... no ale wreszcie się udało. Uszko lewe - tak jak do tej pory około 60 dB utraty, natomiast prawe chyba wreszcie udało się porządnie zbadać, bo wyszło 80 a nie jak wcześniej 90-100, co oznaczało, że właściwie to uszko wcale nie działało. Zatem i prawe uszko możemy ratować aparatem słuchowym. No i zamówiliśmy dla mnie już moje własne aparaty, będą już za 2 tygodnie. I coś Wam powiem, będę miała bardzo bardzo fajne aparaty dzięki Wam!!! Rodzice mówią, że takie aparaty są bardzo drogie a Państwo refunduje tylko część tego wydatku, zatem resztę dostaniemy z Fundacji... z tego co dzięki Waszym Wielkim Sercom udało się zgromadzić. Oczywiście to tylko kropla tych pieniążków... ale w przyszłości możliwe, że czeka mnie operacja wszczepienia implantów, więc jeśli będzie trzeba to znów Wasza wspaniała pomoc tak ogromnie się przyda... ale to dopiero za jakieś 2 lata. Na razie będę miała dwa nowe, moje własne aparaciki - i to wyglądające jak żyrafy!!! Jak tylko je będę miała to Wam pokażę na zdjęciu. Bardzo bardzo Wam dziękuję!
We wtorek idziemy do pani logopedy i pani pedagog, żeby ćwiczyć moje mówienie... na całe szczęście ostatnio pani logopeda powiedziała, że w moim aparacie słyszę zupełnie normalnie, więc nie ma to wpływu na to jak mówię. Ale chcemy ćwiczyć, bo bardzo mi się chce mówić... w kółko coś wymyślam nowego i uczę się liczyć. A najfajniejsze słowa to „jutro”, którego używam na wiele sposobów, również wtedy jak nie chcę czegoś zrobić, np. pójść spać ;-) A drugie słowo to „ostrożnie!”, bo wciąż zbyruję, więc sama się staram przywoływać do porządku ;-)
Aha, no i trochę urosłam ostatnio... mam już 88 cm. wzrostu... no ale waga też mi się przy tym poprawiła, bo wcinam jak się patrzy, właśnie przed chwilą zjadłam dwie pełne miski rosołku z kluseczkami! ;-)