26 marca /czwartek/
A już było tak pięknie... ;-( Niestety znów jestem w szpitalu. Jeszcze wczoraj miałam robione wyniki i były ok - 176 tys. płytek, 12,5 hemoglobiny i 2900 leukocytów - i te piękne wzrosty po chemii!!! A już dziś po południu dostałam gorączki - 39,5 stopnia. Pojechaliśmy z rodzicami do szpitala, po pięciu minutach od podania paracetamolu gorączka przeszła no ale zostałam poddana kompletnej weryfikacji - morfologia, rentgen, posiew krwi, siuśków i kupki. Wyniki płytek i hemoglobiny nienajgorsze - ponad 130 tys. płytek i 12,5 hemoglobiny ale niestety leukocytów 1500 w tym granulocytów (tych od odporności) tylko 100 więc już tylko z tego powodu mogę mieć gorączkę. Osłuchowo wszystko w porządku i CRP też ok. Czekamy na wyniki posiewów, ale niestety i tak musiałam dostać antybiotyk osłonowo przy tych wynikach, więc jesteśmy zapuszkowani na przynajmniej tydzień... no i nici z ostatniej serii cytosarów na razie ;-( Za to zaraz po spadku gorączki czułam sie już zupełnie super. Tatuś kupił mi świetną książeczkę z tysiącem naklejek, które uwielbiam więc nawet nie miałam czasu zrobić "pa pa" mamusi.
23 marca /poniedziałek/
Ciągle w domciu! Jeździmy tylko z mamusią na leczenie na oddział dzienny. W piątek wyniki były na tyle ok, że dostałam cytosary. Dziś je zakończyłam, więc trzecia seria za mną, zostaje jeszcze jedna, jak dobrze pójdzie to od piątku. Później 1 dzień endoksan i jak będą dobre wyniki to 2 tygodnie przerwy.
W niedzielę płytki były ok, za to hemoglobina spadła do 8,7 więc dziś dostałam znów cały woreczek biedronek. Mamusia mówi że to od Was... dzięki!
Ogólnie czuję się dobrze, szaleję w domciu jak nie wiem co. W weekend przyjechała do mnie babcia z Wrocławia, co dwie babcie to nie jedna ;-) ale było fajowsko! Rodzice mi kupili mój własny stoliczek i krzesełko. Stoliczek jest już cały umalowany kredkami ;-
18 marca /środa/
Niestety czasy dobrych wyników już chyba za nami ;-( Poszliśmy dziś na pierwszy dzień kolejnej serii cytosarów, ale okazało się że mam bardzo słabe wyniki - szczególnie płytek - tylko 8 tys., więc przy tych wynikach nie było mowy o leczeniu. Dostałam płytki, leczenie jest na razie przerwane i poszliśmy do domku. W piątek mamy się zgłosić, jeśli się poprawi to znaczy płytek będzie ponad 30 tys. to będziemy kontynuować leczenie.
16 marca /poniedziałek/
Moje wakacje w domu przedłużone do środy!!! Wtedy mamy się zgłosić na kolejną dawkę chemii i w zależności od wyników albo zostaniemy na te 4 dni albo będziemy codziennie jeździć na oddział dzienny. Sporo spadły mi płytki - mam teraz 40 tys., gdzie te rekordy po 400 tys.? Muszę więc bardzo uważać, żeby sie nie przewrócić i nie nabić sobie guza bo słabo się może goić, a jakby mi krewka leciała z noska to mamy się szybko zgłosić do szpitala. Za to hemoglobina się trochę odbudowała - 11,3 i leukocyty też - 4100.
Dziś podjęłam ważny krok w stronę dorosłości - dwa razy usiadłam na moim nowym różowym nocniczku i to z pełnym sukcesem! Mama nie posiadała się z radości! W domku jest git jak nie wiem co... tyle zabawek i można spać z rodzicami w łóżeczku, a wczoraj odwiedził mnie dziadziuś - było super!
14 marca /sobota/
Jestem w domku!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Uszy się w miarę goją, już nie biorę antybiotyku dożylnie a przy tym wyniki mam na tyle wystarczające, że Pani doktor zdecydowała sie nas wypuścić na chwilkę. Tylko hemoglobina słaba (8,5) więc jeszcze w piątek dostałam świeżą porcję biedronek ;-) Poza tym płytki - 120 tys. a leukocyty 2700. No cóż, chemia robi swoje...
W poniedziałek mamy się zgłosić do Pani doktor na oddział dzienny, jak wyniki będą słabe to zostajemy a jak dobre to może się uda jeszcze trochę posiedzieć w domku... a tu jest tak fajnie. Od razu sama zaczęłam chodzić ;-) No i jest tyle do zrobienia, muszę przecież ukochać wszystkie swoje misie, a trochę ich przybyło od czasu mojego pójścia do szpitala ;-)))
10 marca /wtorek/
Przepraszam, że tak długo się nie odzywałam ale taka byłam zajęta! Musiałam się opiekować moim zającem, powklejać naklejki do książeczek, spacerować za rączkę po korytarzu, poukładać klocki, pomalować długopisem cały fartuch cioci Reni i takie tam ;-) Czuję się całkiem dobrze. Uszy trochę lepiej, już tak nie cieknie i Pani Doktor mówi, że coś tam się zaczyna odbudowywać, ale ciągle chodzę na bardzo nieprzyjemne czyszczenie i tatuś też mi co chwilę coś do uszu wlewa... No ale miejmy nadzieję że idzie na lepsze, bo już cały zaspół laryngologiczny załamywał ręce nad moimi uszkami. Kontynuuję leczenie - to już drugi blok, biorę teraz cytosary. Będą 4 serie po 4 dni co tydzień. Jutro zaczynam drugą serię. Mam już o niebo mniejszy apetyt, czasem w ogóle nie chce mi się jeść albo chce mi się czegoś konkretnego a rodzice nie mogą zgadnąć... z resztą czasem sama nie wiem czego chcę... no i taka jestem bardzo pobudzona po tych lekach, biegam po korytarzu i ustawiam wszystkich dookoła ale też robię rodzicom sceny histerii i jestem trochę złośnica... mama mówi na mnie "Aniołek z czarną dupką" ;-))) Ale ogólnie jestem ogromnie kochana i nawet czasem się trochę przytulam do rodziców. Nauczyłam mamę, że bardzo fajnie jest jak mnie lula na rączkach do snu... nie wiem dlaczego przez tyle miesięcy na to nie wpadła ;-))) A w ogóle to jestem trochę dziwna bo normalnie po tym leczeniu to bardzo pogarszają się wyniki krwi dzieciom, a mnie... się poprawiły! Wczoraj miałam 370 tys. płytek, ponad 8 tys. leukocytów i dobrą hemoglobinę. Pani doktor mówi, że mam zdrowie jak górnik z kopalni! ;-D
4 marca /środa/
Znów kompletnie wariuję, kieruję krzesełkami na korytarzu i wymyślam kolejne zabawy... dziś zabrałam Pani Doktor obiekt mojego kompletnego zachwytu - słuchawki! Musiałam zbadać dokładnie mojego Zająca i Reksia... są zdrowi! ;-) Tomografia w poniedziałek nie wykazała żadnych nieprawidłowości, wyniki krwi też mam dobre. Ciągle jednak trochę leci mi z uszu - zaczynam urastać do rangi przedziwnego przypadku laryngologicznego a cały zespół lekarzy już zachodzi w głowę o co chodzi. Może dostanę jeszcze sterydy miejscowo i to pomoże... Robiono mi też usg brzuszka i tam jest wszystko w porząsiu. W poniedziałek dostałam kolejny etap chemii a dziś już następny więc leczenie wróciło pełną parą! I mamusia też zdrowa, dziś mnie zabawiała po południu bo tatuś padał z wyczerpania - tak mu daję w kość porannym wstawaniem ;-) Ja też z resztą jestem okropnie zmęczona tym śmiganiem po korytarzu. No to chyba też idę spać... Pa pa!