15 października /czwartek/
Usteczka już zagojone... i dalej zbyruję ;-) A poza tym czuję się dobrze, wyniki też mam w porządku. Byliśmy ostatnio z tatusiem we Wrocławiu przez tydzień... chodziliśmy po Rynku i na inne spacerki. Karmiłam mojego małego braciszka Olka, który wcale nie jest taki malutki, bo nogi mu do połowy z fotelika wystają ;-) Mały olbrzymek ;-) Przywieźliśmy też z Wrocławia kolejnego mojego "babusa" do kolekcji od wujka Jacka, na którym mogę jeździć ;-)))
Wczoraj byliśmy na wizycie u pana profesora od uszków. Na razie nie będzie żadnych operacji tylko tzw. aparatowanie... będę nosila taki aparat zewnętrzny, w którym jedno ucho ma wspierać drugie... to po to żebym lepiej słyszała i lepiej uczyła się mówić. Chociaż mówić chcę bardzo dużo, tylko mało kto mnie rozumie... A za jakieś dwa lata, jak skończę ostatecznie leczenie i wszystko będzie w porządku będziemy mogli wrócić do myślenia o operacji odbudowy błony bębenkowej i ewentualnych implantów jeśli słuch mi się nie poprawi. Pan doktor powiedział, że uszka wyglądają całkiem ok ;-)
Jutro musimy się wybrać zgodnie z planem do szpitala na czczo na nakłucie... ale na takie krótkie chwile to mogę chodzić ;-)