22 września /wtorek/

No i doigrałam się... jak to mówią zawsze rodzice, moje ciągłe zbyrowanie sko
ńczyło się ostrym dyżurem... ale od początku. Byliśmy sobie w weekend na wsi z rodzicami, łaziłam po łóżku, upadłam na drewniany kant łóżka i rozcięłam sobie ustka (pewnie ząbkami) kompletnie... więc pojechaliśmy szybciutko na ostry dyżur, no i trzeba było szyć ;-) Pewnie kolejna blizna do kolekcji... Ale już jak podniosłam się z łóżka w zabiegowym to zaczęłam się uśmiechać ;-))) Taka ze mnie twardzielka! A że wyniki mam dobre, szczególnie ważne są tu płytki, no bo odpowiadają za gojenie, no i trochę krwi straciłam także wszystko ma się ku dobremu. W piątek wizyta u chirurga... och łobuz ze mnie!

17 września /czwartek/

Wyniki szpiku w porządku - jest remisja!!! Dostałam worek leków na następne miesiące i jesteśmy sobie w domku ;-) Ale byliśmy ostatnio z tatusiem na placu zabaw - tyle różnych miejsc szale
ństwa - byłam w swoim żywiole!!!

14 września /poniedziałek/


Przepraszam, ale mieliśmy z rodzicami trochę spraw do załatwienia i zupełnie nie było czasu na komputerek ;-) Ale czuję się bardzo dobrze, wyniki mi się poprawiły, bo ostatnio po niskich płytkach przyszła też kolej na niską hemoglobinkę, no ale jakoś się odbudowałam i obyło się bez dodatkowej krwi. Dziś też miałam kontrolę i jest całkiem w porządku - 2900 leukocytów, w tym tylko 400 granulocytów, hemoglobina 11,1 i płytek 360 tys. Było też kuj kuj, bo pobierano mi szpik, żeby zobaczyć jak tam poszło leczenie. W środę się dowiemy... mam nadzieję, że będzie dobrze. Wtedy też przejdę na leczenie podtrzymujące na długie długie miesiące.
W zeszłym tygodniu spędziliśmy też 3 dni w innym szpitalu, żeby sprawdzić moje uszka. Powtórzone badania i konsultacje u logopedy potwierdziły, że moje prawe uszko właściwie nie działa... mam utratę słuchu 90-100 dB. Z lewym jest trochę lepiej - ok 60dB. Poza tym pani psycholog stwierdziła, że rozwijam się prawidłowo, chętnie się bawię (to się rozumie ;-)) i właściwie mimo niedosłuchu moja mowa nie odbiega od dzieci w tym wieku. Znów mamy się udać z wizytą do pana profesora w celu ustalenia możliwości operacji moich uszków i ewentualnego doboru aparatów. Jeden już nawet przymierzaliśmy... wcale nie płakałam, tylko byłam bardzo skupiona. A w ogóle to było tam fajnie, bo całe dnie, poza badaniami, spędzaliśmy z tatusiem na szpitalnym planu zabaw - ale fajowo, szczególnie ślizgawka... no bo huśtawki niestety nie było ;-(
A wczoraj pojechaliśmy z rodzicami na wieś do dziadziusia, i tam już była moja ukochana huśtawka ;-) Były też różne fajne zwierzątka - kury, indyki, pieski... a na łące to nawet spotkałam krowę i chciałam ją pogłaskać, ale tata mi nie pozwolił i potem bardzo płakałam. Poznałam też nowe zwierzątko, co nazywa się konik polny - strasznie śmieszny. No i byliśmy w lesie i mamusia mi chciała pokazać grzyby ale żadnego nie znaleźliśmy ;-( A poprzedni weekend byliśmy w domku z mamusią i drugim dziadziusiem, bo tatko pojechał na zlot Garbusów do Zielonej Góry... opowiadał, że było bardzo wesoło i że pytaliście o mnie i gorąco mnie pozdrawialiście, no to ja Wam za to przesyłam buziaka giganta! ;-*** I mówił też tatuś, że to autko co wujek Krzysiek (co z resztą cały ten zlot zwołał) przekazał jakiś czas temu na licytację i kupił je mój kuzyn Filip to teraz jest cały w biedronkach ;-) i nazywa się GARBOLENEK ;-))) Szkoda, że jeszcze nie widziałam, bo ja bardzo lubię garbusy i w ogóle na wszystkie autka mówię "babus" ;-)